Nasze drużyny









                                                                        Historia

"Nie ma Pokusy, zostały Kaktusy" *

Szóstka to liczba optymalna. Pięć daje mało kombinacji, a siedem to brak równowagi między obroną i atakiem. Dlatego Andrzej Stępień wymyślił piłkarską ligę drużyn sześcioosobowych.

- Pomysł chodził mi po głowie kilka lat. To miało być coś wyjątkowego - wspomina Andrzej Stępień, pomysłodawca Warszawskiej Ligi Szóstek Piłkarskich. Nigdy wcześniej nikt nie wpadł na taki pomysł, a on pogłówkował i wymyślił amatorską ligę.

Zaczęło się 22 kwietnia 1977 roku, w piątą rocznicę założenia drużyny Andrzeja Stępnia - ZwKD (Zakochani w Kazimierzu Deynie). Stępień dał ogłoszenia w prasie, rozpuścił wici wśród znajomych i z bijącym sercem ruszył na zebranie organizacyjne do auli SGPiS-u.

- Czułem, że idę na spotkanie czegoś wielkiego. Wszedłem, rozejrzałem się, zaległa cisza. Ja patrzyłem na aulę pełną chłopaków, a oni domyślili się, że to ja. Ten, który ich tu zebrał - opowiada.

Okazało się, że w lidze chce grać ponad 300 dzikich drużyn. Na pierwszym historycznym zebraniu wybrano go na prezydenta ligi. - W tamtych czasach byli sekretarze, kierownicy i przewodniczący, a my mieliśmy prezydenta - wspomina Stępień.

Wtedy też postanowiono utworzyć cztery ligi po 12 zespołów i całą wiosnę 77 poświęcono na rozgrywki wstępne.

Początkowo grano systemem szwajcarskim, stosowanym w rozgrywkach szachowych. Pary do pierwszych spotkań losował prezydent. Gdy wszyscy rozegrali po trzy spotkania, zrobiono tabelę i tylko 60 najlepszych zespołów grało dalej. Powstało 12 grup po pięć drużyn. Zwycięzcy awansowali do pierwszej ligi, drugie zespoły do drugiej i tak dalej. Ostatni odpadali. Powstała liga.

Społecznik

W końcu lat 70. w Warszawie żyło się wolniej. Było szaro i ponuro. Na boiskach Ligi Szóstek było inaczej. Tu grali Węgrzy, Rosjanie, Libijczycy i pracownicy ambasady amerykańskiej. Były drużyny kelnerów, sędziów, hippisów, dziennikarzy, robotników z Huty Warszawa czy rzezimieszków z Saskiej Kępy. Ta różnorodność to była siła szóstek. Ludzie się szanowali i przyjaźnili.

- Chciałem stworzyć pokolenie wysportowanych ludzi, którzy nie palą, nie obżerają się, bo na mecz w szóstkach trzeba być w formie - wspomina Andrzej Stępień.

Miejscem wspólnych spotkań była Szkoła Główna Planowania i Statystyki (dzisiaj SGH). Liga miała tam kącik: wyłożony zielonym dywanem, z wielkimi zdjęciami mistrzów i zdobywców pucharów, tabelami i z mapą Warszawy z zaznaczonymi miejscami rozgrywania spotkań. Były tam i Wembley (boisko przy Wiktorskiej), i Łużniki (boisko przy Felińskiego). Nad całością górował wielki biały napis "Warszawska Liga Szóstek Piłkarskich".

Zawodnicy spotykali się nie tylko na boisku. Stępień organizował wspólne wyjścia do teatru. Na zebraniach kapitanów rozdzielano bilety. Wypadało po dwa, trzy na zespół.

Pod koniec lat 70. do Warszawy przyjechała na dwa koncerty rosyjska piosenkarka Żanna Biczewska. - Jak załatwię żonie bilety na Biczewską, to puści mnie już na każdy mecz - powiedział piłkarz, stojąc pod tablicą z tabelami. Usłyszał to prezydent. Poszedł do teatru Buffo i Liga "Szóstek" dostała 80 biletów. Na zebraniu skrupulatnie podzielono je na drużyny. Na koncercie wszyscy stawili się z żonami.

Załatwiano też bilety na kinowe Konfrontacje. Na przełomie lat 70. i 80. nagrodą za zwycięstwo w lidze i pucharze był wyjazd na wczasy.

- W 1979 roku Kaktus zdobył mistrzostwo i puchar. W nagrodę dwudziestu zawodników wyjechało na dziesięć dni do Świnoujścia. To była frajda - wspomina Krzysztof Bazylow, szef Kaktusa, sześciokrotnego mistrza WLSP i dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Mistrz numer jeden

Pierwszym mistrzem została Pokusa SK - drużyna z Saskiej Kępy.

- Drugi raz w życiu widzę wydrukowane moje nazwisko. Za pierwszym to było po wyroku - chwalił się piłkarz po tekście o Pokusie w Kurierze Polskim.

Ekipa Pokusy - która nazwę wzięła od zapomnianego już baru z okolic placu Przymierza - składała się z kumpli z pobliskiego osiedla. Większość była na bakier z prawem, więc kapitan Wiesiek Mikulski musiał rządzić twardą ręką. Po pierwszym sezonie piłkarze sami siali trawę na boisku i zbudowali wzdłuż niego trybunę. Wokół terenu postawili tabliczki "Nie wchodzić". I nikt nie ważył się deptać trawy.

Pokusa wygrała pierwszy sezon, nie tracąc punktu. W drugim, na wiosnę 1978, tytuł obroniła. Tak rozpropagowali "szóstki", że w następnej edycji pucharu "O Złoty Samowar" wystartowały aż trzy zespoły z tego osiedla.

Samowar

Mało kto pamięta, dlaczego Liga Szóstek ma rozgrywki pucharowe "O Złoty Samowar".

- Była liga, to musiał być i puchar, więc pojechałem do Łodzi i kupiłem stary, XIX-wieczny samowar. To był rarytas. Nietypowego kształtu i polskiej produkcji - wyjaśnia Stępień.

Samowar wyglądał jak kula na trzech nogach. Miał być przechodni, ale kiedyś ktoś uznał, że mu się należy na zawsze. Zaginął.

- Może ma go Vulcan? - podpowiada Krzysztof Bazylow.

- Stoi u mnie. Odnowiłem go i czeka na lepsze czasy "szóstek" - przyznaje długoletni szef Vulcana Jerzy Krzyżanowski. Jego zespół dominował w lidze na przełomie lat 80. i 90. Zdobył trzy mistrzowskie tytuły i kilkakrotnie triumfował w pucharze. Po ostatnim sukcesie Krzyżanowski uznał, że samowar Vulcan wygrał na własność. - Może go kiedyś przekażę z powrotem lidze - zastanawia się.

Nazwa pucharu jednak została i do dziś wiosną "szóstki" grają o Złoty Samowar. Zwycięzcy dostają już tylko zwykłe puchary.

Puchar to jedyna furtka, przez którą nowa drużyna może trafić do ligi. W latach 80. do rozgrywek zgłaszało się po 200 zespołów. Żeby zagrać w najniższej lidze, trzeba było wtedy wygrać co najmniej pięć meczów pucharowych. Dziś wystarczą dwa, może trzy, bo do "Złotego Samowaru"zgłasza się zaledwie po dwadzieścia ekip.

W ostatnim finale pucharu, w czerwcu 1998 roku, zmierzyły się dwie obecnie najlepsze drużyny Ligi - mistrz Jagiellonka i wicemistrz Kordiał. Zwyciężył Kordiał 3:2.

Zawodowcy

W WLSP długo trwał spór o to, czy piłkarze zrzeszeni w Okręgowych Związkach Piłki Nożnej mogą występować w lidze amatorów.

- Na początku chciałem, by grali sami amatorzy, ale Andrzej mnie przekonał - wspomina Krzysztof Bazylow, wieloletni członek władz WLSP. Dziś jedyne ograniczenie stawiane przez organizatorów to pełnoletność zawodników.

Udział piłkarzy zawodowych nie gwarantował jednak mistrzostwa. Na początku lat 80. w drużynie ITR Muranów występowali Marek Banaszkiewicz i Zdzisław Sodoma z Gwardii (I liga) oraz Marek Kołecki z Ursusa (II liga). Mimo to zespół nie zdobył nigdy mistrzostwa. Dopiero po latach, gdy zrezygnował z gwiazd, wywalczył tytuł mistrza Polski w hali.

Ostatnio najbardziej znanym graczem warszawskiej ligi jest występujący kolejno w Jojojce, Pokusie, Kaktusie, Vulcanie i ostatnio Florianie Dariusz Dźwigała, piłkarz, który grał w Polonii Warszawa, Górniku Zabrze i GKS Katowice.

- "Szóstkowa" atmosfera meczów jest wyjątkowa. Spotkania całych rodzin i rywalizacja na boisku, gdzie każdy chce pokazać, że nie jest gorszy od zawodowca. Niewykluczone, że w przyszłości założę własną drużynę - opowiadał Dariusz Dźwigała, który w tym sezonie pomógł drużynie Florian w zdobyciu trzeciego miejsca.

Józef Żymańczyk, który "zdradził szóstki" i gra w pierwszoligowym Ruchu Radzionków, był mistrzem Warszawy z Kaktusem, a w 1992 r. reprezentował Polskę na Mistrzostwach Świata Piłki Pięcioosobowej w Hongkongu. Do Hongkongu z Kaktusa pojechali też Leszek Zygmunt i Piotr Przychodzeń.

Krzysztof Buda i Jan Karaś (byli gracze Legii i reprezentacji Polski) - stanowili do niedawna podstawę drużyny mistrza Jagiellonki; bliźniacy Marcin i Robert Konopkowie (wychowankowie Hutnika) stanowią teraz o sile wicemistrza Kordiału.

- Jestem za tym, by zawodowcy grali w lidze, ale denerwuje mnie tworzenie drużyny z ludzi, których nic nie łączy poza boiskiem. To wypacza sens tych rozgrywek - mówi Stępień. Ostatnio takim sztucznie stworzonym zespołem był Karhu - rok po zdobyciu mistrzostwa w 1997 roku przestał istnieć.

Z zespołu do zespołu

Rotacja zawodników pomiędzy drużynami była duża zawsze. - Do ligi przyszedłem mając 18 lat, by grać w Martenzycie [dzisiejsza nazwa Petryka - przyp. red.]. W pierwszym sezonie wyszedłem na boisko ze dwa razy i zostałem wicemistrzem - opowiada 37-letni Dariusz Wołowski. - Chciałem więcej grać, więc odszedłem do trzecioligowego Żagielka. Grałem w nim parę lat, awansowaliśmy do I ligi, zdobyliśmy mistrzostwo Polski w hali. Aż zespół się rozpadł. Potem były dwa sezony w Marysinie, długa przerwa i teraz gram w Avanti.

Jak w zawodowej lidze zawodnicy "szóstek" byli podkupywani przez konkurencyjne ekipy. Za sprzęt, pieniądze, a nawet obietnicę stałej pracy. Kiedyś Bazylow skaperował do Kaktusa połowę drużyny Stępnia. - Zawsze miałem mocarstwowe zapędy - przyznaje dziś Bazylow, któremu do dziś pamiętają, że jego Kaktus jako jedyny stawił się w połowie lat 80. na pochód 1-majowy.

Fenomen menedżera

Utarło się w "szóstkach", że drużyny mają menedżerów. Oni organizują sponsorów lub sami finansują występy. Chodzą na zebrania, ustalają terminy, regulują należność za kary. Żyją występami drużyny, choć sami rzadko występują na boisku.

- Od 18 lat albo i dłużej jestem z moim zespołem. Pamiętam dobre i złe momenty. A że nie gram? To nic, najważniejsze, że moja drużyna wygrywa - wyjaśnia właściciel Kordiału i ostatni przezydent ligi Krzysztof Żurkowski.

Szef Jagiellonki Jarosław Pulkowski: - Co z tego mam? Satysfakcję, że przyczyniłem się do sukcesu zespołu.

Niektórzy prowadzą dodatkowo statystykę swojej drużyny. Gdyby nie prywatna kronika Andrzeja Trochimiuka, nikt dziś nie pamiętałby występów Hutnika 3K (dzisiaj Marysin).

- W kronice są wyniki meczów, strzelcy bramek, opisy meczów, nazwiska kibiców, zdjęcia ślubne piłkarzy, a nawet numer buta każdego z nich. Marysin i ta kronika to część mojego życia - mówi Trochimiuk. Marysin gra w WLSP nieprzerwanie od 1977 roku. Właśnie spadł do trzeciej ligi.

A dzisiaj?

- Gdyby takich ludzi jak Stępień było więcej, to liga kwitłaby do dziś - wzdycha Bazylow. Andrzej Stępień, Sylwester Saniewski i Krzysztof Bazylow byli prezydentami ligi przez ponad 12 lat. Jednak od 1992 roku żaden z nich nie działa w zarządzie.

- Od paru lat jest bałagan. Zarząd nie rozlicza się z pieniędzy wpływających od drużyn - skarży się Stępień.

Liga wyraźnie źle zniosła zmianę ustroju. Ma coraz więcej konkurentów. Pojawiła się koszykarska WNBA, komercyjne ligi piłkarskie. Wpisowe w tych ligach jest co prawda kilkakrotnie wyższe, ale są one znacznie lepiej zorganizowane. Wreszcie WLSP od lat nie ma osobowości prawnej, co utrudnia znalezienie sponsora, wynajęcie boiska, bo np. nie ma na kogo wystawić rachunku.

22 lata po powstaniu WLSP w rozgrywkach ciągle jeszcze uczestniczy 40 drużyn podzielonych na trzy ligi. To oznacza, że od września do czerwca co niedziela około 800 piłkarzy spędza wolny czas na boisku.
ADAM ROMER

Fragmenty Komunikatu Komisji Dyscyplinarnej WLSP (z roku 1983)

W związku z niesportowym zachowaniem zawodników drużyny KAKTUS podczas pobytu w Gliwicach Komisja postanawia (...)

Zawodnik Marek S., który, będąc w stanie upojenia alkoholowego graniczącego z zejściem śmiertelnym, dopuścił się słownej obrazy kobiety, zwróci WLSP 700 zł (do dnia 21.10.83). Kwotę tę upoważniony działacz WLSP wydatkował na zakup kwiatów (500 zł) i dostarczenie ich taksówką do miejsca zamieszkania poszkodowanej (200 zł).

Drużyna KAKTUS zostaje ukarana zakazem wyjazdów na obozy sportowe WLSP organizowane w sąsiedztwie zbiorników wodnych.

Powyższy werdykt Komisji Dyscyplinarnej nie jest represją za nadużywanie alkoholu, gdyż WLSP nie jest towarzystwem antyalkoholowym - jest karą za bezmyślne i egoistyczne zmarnowanie wysiłków organizacyjnych WLSP zmierzających do popularyzowania idei naszej ligi i jej dobrego imienia w innych miastach Polski.

Pierwszy skład I ligi (jesień 1977): FC Bliska, Cincinnati, FC Coubertin, Hektor, Hutnik 3K, ITR, Kaktus, Pokusa, Skocznia, Skoczybruzdy, Złote Smoki i ZwKD.

 

Kolejni mistrzowie WLSP:

jesień 1977 - Pokusa;

wiosna 1978 - Pokusa;

sezon 1978/79 - Kaktus;

sezon 1979/80 - Kaktus;

sezon 1980/81 - Skocznia;

sezon 1981/82 - Martenzyt;

sezon 1982/83 - Kaktus;

sezon 1983/84 - Kaktus;

sezon 1984/85 - Kaktus;

sezon 1985/86 - Skocznia;

sezon 1986/87 - Skocznia;

sezon 1987/88 - Capital;

sezon 1988/89 - Vulcan;

sezon 1989/90 - Reytan;

sezon 1990/91 - Martenzyt;

sezon 1991/92 - Vulcan;

sezon 1992/93 - Kaktus;

sezon 1993/94 - Vulcan;

sezon 1994/95 - BHZ;

sezon 1995/96 - Petryka (d. Martenzyt);

sezon 1996/97 - Karhu-Cobi;

sezon 1997/98 - Jagiellonka;

sezon 1998/99 - Jagiellonka;

sezon 1999/00 - Jagiellonka;

sezon 2000/01 - Jagiellonka;

sezon 2001/02 - Florian;

sezon 2002/03 - Jagielonka.

sezon 2003/04 - Kamionek

sezon 2004/05 - Florian

sezon 2005/06 - Kamionek

* Tekst z artykułu " Nie ma Pokusy , zostały Kaktusy" Autor: ADAM ROMER (Gazeta Wyborcza)
wydanie dnia 1999/06/21 .
 

"......czasami nawet w 3 lidze grali znani zawodnicy tak było w zespole fc karhu wtedy 3 liga grali międzyinnymi Wojtek Kowalczyk, Darek Czykier , Artur Kupiec czy Krzysiek Pszała ..... informacje od dawnych graczy karhu"

Wszystkie prawa zastrzeżone. Warszawska Liga Szóstek Piłkarskich © 2011.